Opinie
I co dalej?

I co dalej?

Jeszcze stoją w naszych domach choinki, a w uszach brzmią słowa świąteczno-noworocznych życzeń. Jeszcze pozostała pamięć Bożego Narodzenia, spotkań rodzinnych, Wigilii, odbytych w Adwencie rekolekcji i spowiedzi. Ale wkrótce wyzwania codzienności przejmą władzę nad czasem - przed nami majaczy szarobura rzeczywistość. Na ile zrobimy w niej miejsce Panu Bogu?

Zazwyczaj podczas rekolekcji, misji organizowane są nabożeństwa pokutne. Ich cel jest oczywisty: przypomnienie potęgi Bożego miłosierdzia, dobre przygotowanie do przeżycia sakramentu pokuty (rachunek sumienia, żal za grzechy, postanowienie poprawy, poszukanie sposobów zadośćuczynienia), zbudowanie odpowiedniej perspektywy spojrzenia na siebie, swoje grzechy, przyzwyczajenia, toksyczne relacje.
Piekło w „Niebie”

Piekło w „Niebie”

Po premierze serialu „Niebo” na jednej z platform streamingowych historia sekty Bogdana Kacmajora znów trafiła do obiegu medialnego. Wracają zdjęcia z Majdanu Kozłowieckiego, opisy kontrowersyjnej wspólnoty i sensacyjne wątki. Tymczasem najważniejszy tekst o „Niebie” powstał już dawno - i nie jest scenariuszem.  To osobiste świadectwo człowieka, który w działającej na Lubelszczyźnie sekcie spędził pięć lat.

W 1990 r. Sebastian Keller miał 19 lat. Właśnie zdał maturę i miał rozpocząć naukę w studium na Śląsku. Był zwyczajnym chłopakiem. Dorastał w wierzącej rodzinie, chodził do kościoła, przystępował do sakramentów, a w dzieciństwie służył jako ministrant.
Rozmowa z ks. prof. Mariuszem Rosikiem, biblistą, wykładowcą na Papieskim Wydziale Teologicznym we Wrocławiu, autorem wielu publikacji, m.in. „The Chosen. Spotkania”.

Serial „The Chosen” obejrzały miliony ludzi na świecie. Na czym, zdaniem Księdza, polega jego fenomen?

Oprócz świetnej gry aktorów, ciekawej aranżacji i rozbudowanej w stosunku do tekstów Ewangelii narracji zapisanej w scenariuszu, o wyjątkowości produkcji świadczy właśnie to, że chodzi o serial, a nie o jeden - nawet długometrażowy - film.
Święta Bożego Narodzenia na ogół kojarzą się nam z radością, ale bywa, że cieniem na nich kładą się trudne wydarzenia. Najważniejsze jest jednak to, by w tej  biedzie i szczęściu dostrzec przychodzącego Jezusa.

Jak w ludzkim sercu na dalekiej Syberii rodzi się Chrystus? Pochodzący z naszej diecezji ks. Jarosław Mitrzak wspomina historię, którą opisał w swojej książce „Misja na Syberii”. Rankiem 25 grudnia 2002 r., kiedy był proboszczem w Tobolsku, razem z s. Lidią wyruszył do oddalonego o 600 km Surgutu, by tamtejszym wiernym odprawić Mszę św.
My nie żałujemy i gdyby przyszło nam drugi raz wybierać, postąpilibyśmy tak samo - mówią o związkowym zaangażowaniu i jego konsekwencjach: prawie rocznym internowaniu pana Janusza.

13 grudnia to dla nich symboliczna data. - Niektórzy patrzą na niedzielny poranek w kontekście braku „Teleranka”. Nasze dzieci po przebudzeniu pytały: „Gdzie jest tata?” - wspomina pani Grażyna. Olewińscy małżeństwem są od 1974 r. W grudniu 1981 r. mieszkali w Siedlcach przy ul. Waryńskiego (obecnie ul. Batorego). Mieli już dwójkę małych dzieci, a pani Grażyna była w ciąży z drugą córką. W tym czasie pracowała też w przedsiębiorstwie TRANSBUD, którego „spadkobiercą” jest dziś Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne.
Spore zaciekawienie wzbudziła niedawno jedna z moich znajomych. Wyciągnęła z torebki papierosy opakowane w różowe silikonowe etui. Pali od lat.

Co prawda, jak niejednokrotnie tłumaczyła pytana o sensowność puszczania z dymem kilkuset złotych miesięcznie i celowość szkodzenia swojemu zdrowiu, pali tylko paczkę dziennie, więc… „proszę, bez przesady!”. Problem zaczął się dobrych kilka lat temu, kiedy ustawowo na pudełkach z rzeczoną zawartością zaczęto umieszczać już nie napisy przestrzegające przed szkodliwością palenia, ale dość realistyczne obrazki pokazujące zniszczone płuca palacza, zmiany nowotworowe, zdjęcia osób na łóżkach szpitalnych itp. Nic przyjemnego. Z pomocą pośpieszył rynek.
„Włącz się w Kościół” - to przesłanie, które wybrzmiało podczas V Diecezjalnego Forum Młodych.

Młodzież z różnych stron diecezji siedleckiej spotkała się w sobotę 22 listopada w auli I LO im. Tadeusza Kościuszki w Łukowie, aby rozmawiać o swojej roli w Kościele. Forum wpisało się w obchody 40 Światowego Dnia Młodzieży. Pierwsze wezwanie do wzięcia odpowiedzialności za Kościół wybrzmiało podczas konferencji ks. Radosława Piotrowskiego. Diecezjalny duszpasterz młodzieży zauważył, że współczesny świat zaprasza - szczególnie poprzez media społecznościowe - do bycia jedynie widzem rzeczywistości.
„Jak to jest, że zaledwie ponad dekadę od zrzucenia jarzma sowieckiej niewoli z taką bezwstydną łatwością godzimy się na kolejną?

Jakaś część społeczeństwa nie wyobraża sobie życia bez zależności!” - z trwogą powtarzają coraz częściej ludzie, patrząc na dokonujące się na naszych oczach procesy dziejowe. „Dlaczego tyle nieposzanowania dla Polski i jej historii? A w miejsce miłości do ojczyzny, troski o jej dobro, rozwój pojawia się wzgarda i służalczość wobec jej odwiecznych nieprzyjaciół - w zamian za obecność na (tym razem europejskich, unijnych czy niemieckich) salonach, ziemskie frukty?”.
Wykonywania muzyki religijnej nie da się nazwać przygodą ani hobby. To modlitwa, w którą wykonawca musi zaangażować się całym sercem, w przeciwnym razie da się w niej wyczuć fałsz. Jeśli natomiast wybrzmi z mocą, wzrok słuchaczy skieruje ku Bogu.

Liturgiczne wspomnienie św. Cecylii jest świętem wszystkich, którzy przez piękno muzyki unoszą słuchaczy - mówiąc słowami kard. Josepha Ratzingera - na wyżyny nieba, bliżej Pana Boga. To nie tylko wybitni śpiewacy, muzycy i organiści, których nazwiska można znaleźć na afiszach zapowiadających koncerty, ale też wielka rzesza prowadzących schole, akompaniatorów, osób posługujących podczas pielgrzymek.
Poezja Jana Kochanowskiego opowiada o czasach dawnych, ale przecież bez trudu odnajdziemy w niej samych siebie - tak prezydent Karol Nawrocki zapraszał do Narodowego Czytania 2025.

Pomyślałam, że skoro tak, to może spróbuję - w cmentarnej atmosferze listopada - odnaleźć nas, współczesnych, w jego powstałych po śmierci dwuipółetniej Orszuli „Trenach”. Przez dzielący nas od Kochanowskiego szmat czasu zmienił się język, zmienił się wystrój świata. Czy zmieniły się ludzkie uczucia? A skoro jesteśmy przy „Trenach” - czy uległo ewolucji nasze przeżywanie cierpienia?