W niedawnej przeszłości jedna z organizacji charytatywnych, znana z czerwonych serduszek, oblepiła Polskę plakatami, na których ogłaszała światu i wszem wobec, że jest największą oraz najhojniejszą organizacją dobroczynną w kraju nad Wisłą.
Komentarze
Minister Ćwiąkalski podał się do dymisji. Górnolotnie mówi o odpowiedzialności politycznej, choć jeszcze dzień wcześniej dosyć butnie twierdził, że oczekiwanie na jego rezygnację z urzędu jest działaniem czysto politycznym.
Większość starszych ludzi, niekoniecznie w okolicach emerytalnych, przychodzi do kościoła, by znaleźć wytchnienie, spokojnie się pomodlić, nabrać dystansu do rzeczywistości. Szalony wiek dziecięcy może im skutecznie te plany pokrzyżować.
No i zaczął się ten radosny karnawałowy czas. Pora igrców, zabaw i hulanek. Studniówek pora. Kiedy słucham rozmów albo czytam niektóre artykuły o tych niekoniecznie już dzisiaj szkolnych balach, to wydaje mi się, że dotyczą one zupełnie innego wymiaru świata, niż ten, w którym żyję.
Problem współpracy świeckich i duchowieństwa w gruncie rzeczy sprowadza się do zapomnienia o celu społeczności eklezjalnej. Kościół nie jest bowiem polem do własnej autoprezentacji, ale wspólnotą określoną przez cel, do którego zmierza.
Nieuchronnie kurczący się kalendarz przypomina nieznośnie, że coś się w naszym życiu zaczyna, aby potem dobiec do końca. Zmienność cyfr nie dotyczy tylko rachunków bankowych czy numerów telefonicznych, ale sięga w głąb naszego naznaczonego przemijalnością jestestwa.
Tak bardzo pragniemy go przeżyć, doznać czegoś nadzwyczajnego, niepowszedniego, czegoś, co odmieni nasze życie… No właśnie, odmieni według naszych potrzeb i marzeń. Wszystko inne gotowi jesteśmy uznać za łut szczęścia albo co prędzej za dopust Boży, karę, nieszczęście.
Większość z nas zna zapewne słynne już „dialogi hradczańskie”, które odsłoniły z całą mocą sposób działania przedstawicieli państw „starej” Unii wobec narybku z Europy Środkowo-Wschodniej.
Też biegam po tym zakotłowanym mieście. I wiem, że są inne, jeszcze bardziej zakotłowane. Miasta. I inni, jaszcze bardziej zakotłowani ludzie. Patrzę na nich wszystkich, jak obładowani torbami śpieszą się, śpieszą i śpieszą. Zastanawiam się, oni pewnie też, czy tym razem zdążą na czas.
Pamiętam ten dzień. I tę w zasadzie po cichu podaną informację o przyznaniu Lechowi Wałęsie pokojowej Nagrody Nobla. Nie tylko on, my, prostaczkowie, też nie potrafiliśmy od razu w to uwierzyć. Ludzie z „Solidarności” widzieli w niej uznanie dla całego ruchu.
- « Następne
- 1
- …
- 168
- 169
- 170
- 171
- 172
- …
- 180
- Poprzednie »