22 stycznia 2018 r. Imieniny obchodzą: Anastazy, Wincenty, Wiktor

Pogoda: Siedlce

Numer 3
18-24 stycznia 2018r.

menu

NEWS

STRONA GŁÓWNA



Archiwum jedynek
Pobierz pełne wydanie

Opinie

 
 

Głos w dyskusji

27 września 2017 r.

Polskość


fot. ARCHIWUM

„Co nam hańba, gdy talary/ Mają lepszy kurs od wiary!/ Wymienimy na walutę/ Honor i pokutę!” - śpiewał przed laty Jacek Kaczmarski. Podstawowym narzędziem maskowania dziś owej filozofii stała się pedagogika wstydu. Gdy zawodzą tłumaczenia stawiających „europejskość” ponad wszystko inne, na końcu zostaje zawsze jeden i ten sam argument: „Co z tego, że macie zasady? My mamy pieniądze!”.

„Od jakiegoś czasu myślę, że jestem z Polski. Ja nie mówię, że jestem Polakiem, bo mnie to w ogóle nie interesuje - wyznał kilka dni temu dziennikarce Onetu aktor Andrzej Chyra. - W tym zestawie bycia Polakiem ja się nie mieszczę. Te czasy jakby kazały mi się zastanowić przez chwilę, i tak, jak mówię: przez tych paręnaście lat przyzwyczaiłem się, że jestem Europejczykiem. To się dalej nie wyklucza, ale w ogóle nie chciałem rozgraniczać tych dwóch rzeczy, a dzisiaj one się próbują wykluczyć”.

Nie jest w swoich dywagacjach odosobniony. W podobnym tonie od lat wypowiadają się aktorzy, celebryci, których nie warto z imienia i nazwiska cytować. „Gdyby była wojna,/ byłabym spokojna […] po kanałach z karabinem,/ nie biegałabym. Nie oddałabym ci Polsko,/ ani jednej kropli krwi./ Sorry Polsko” - śpiewała swego czasu lansowana przez mainstream piosenkarka. Celebrycki pisarz Szczepan Twardoch obwieścił: „Nie, nie jestem Polakiem. Mój związek z polskością jest skomplikowany i złożony, głównie z tego powodu, że moja rodzina 70 lat temu historycznym przypadkiem razem ze swoim hajmatem znalazła się w zasięgu oddziaływania polskiej kultury […] Tak się akurat złożyło, że piszę po polsku. Natomiast etnicznie nie jestem Polakiem, jestem Ślązakiem i mam głęboko w d…pie, czy to kogoś uraża, czy nie, albo czy jakiś polski patriota czuje się tym zagrożony, czy nie”.

Deklaracja, iż ma się w wiadomym miejscu Polskę, patriotyzm, wydaje się spełnić rolę swoistego „credo”, stanowiącego zarazem przepustkę do „europejskich” salonów. Dosadność i wulgarność są akceptowalne, nie ranią uszu elit. Ba! Wręcz są pożądane i tłumaczone jako zdrowy odruch najlepszej cząstki „tego kraju”. Tak trzeba!... Skąd się bierze owa pogarda?

 

Chwast został wsiany wcześniej

Miał czas na to, by zakiełkować, rozrosnąć się. Zakwaszona marksistowskimi mutacjami współczesność stworzyła doskonałe podglebie dla wspomnianych wyżej postaw. Dobrze ujął to prof. Andrzej Nowak. Pisał: po roku 1990 zaczęto „przekonywać polskie społeczeństwo, że jego historia była jakaś krzywa, niedobra, że trzeba się od niej odwrócić i patrzeć tylko w przyszłość. Należy oddzielić przeszłość grubą kreską i do niej nie wracać […] Żołnierze Niezłomni broniący pamięci o niepodległości, tradycja dumy z etosu patriotycznego II RP zostały niezwykle ostro zakwestionowane przez pedagogikę wstydu, jaką od początku swojego istnienia zaczęła stosować III RP” (za fronda.pl).

Owa pedagogika wstydu stała się z czasem podstawowym narzędziem dyscyplinowania niczego nie rozumiejących z „europejskości” Polaków, przy czym ostateczny argument po dziś dzień (choć niewypowiadany wprost) zawsze pozostaje taki sam: „Co z tego, że macie zasady? My mamy pieniądze!”. I to ona ma sprawiać, że dla „świętego spokoju” mamy odpuścić reparacje wojenne, pokornie znosić newsy w rodzaju „polski masowy morderca Hans Frank” (artykuł „Daily Mirror” sprzed paru dni), tolerować połajanki płynące z rodzimych i obcych salonów. „Co nam hańba, gdy talary/ Mają lepszy kurs od wiary!/ Wymienimy na walutę/ Honor i pokutę!” - śpiewał przed laty Jacek Kaczmarski. „Verbum caro factum est…”.

 

Polskość to nienormalność?

Witold Gombrowicz - tłumacząc się z „Trans-Atlantyka”, którego fragmenty ogłosiła paryska „Kultura” na początku lat 50 ubiegłego stulecia - pisał: „Cóż to znaczy, konkretnie mówiąc, Polska? Polska, to nasze życie zbiorowe, tak jak ono urobiło się w ciągu wieków. Ale czyż nie były to wieki ciągłego rozpaczliwego szamotania się i zmagania z przeważającymi, wrogimi siłami, wieki chorobliwego, konwulsyjnego istnienia, wieki niedorozwoju? Czyż więc „Polska” nie jest tworem niedoskonałym, słabym i zżartym wszelkimi jadami słabości, zniekształconym i zgwałconym? Czy Polak nie jest obciążony dziedzicznie Polską, tzn. chorą przeszłością narodu i jego nieustannym umieraniem? Czy, wobec tego, jeżeli Polak pragnie był człowiekiem pełnowartościowym, zdolnym do maksymalnego napięcia wszystkich energii swoich w tak przełomowej, jak obecna, chwili naszego bytu, nie powinien on wypowiedzieć służby tej „polskości”, która go dzisiaj określa?” („Wiadomości” 4 (304)/ Londyn, 27 stycznia 1952 r.)

Przytaczam osąd, ponieważ wydaje się on symptomatyczny dla tego, z czym dziś mamy do czynienia. Poraża jakaś zbiorowa amnezja - zamykanie oczu na fakt, że gdyby nie owo „umieranie” i zmartwychpowstawanie, „ciągła rozpaczliwa szamotania”, gdyby nie „służba Polsce” pokoleń rodaków, kładących na szali dziejów swoje życie, panowie Gombrowicz, Chyra, Pałasiński, pani Janda, Mucha nie mówiliby dziś nawet po polsku. Nie byłoby nas! Ile trzeba mieć w sobie złej woli, aby mówić, że „polskość to nienormalność”? - jak to raczył swego czasu ująć - zwany dziś „królem Europy” - Donald Tusk.

 

„Ciemna masa nie dociąga”

Rafał A. Ziemkiewicz, diagnozując problem i szukając odpowiedzi na pytanie, dlaczego z taką łatwością przychodzi szmacić się tzw. elitom, wymyślił termin „polactwo”. Czymże ono jest? „Zaproponowałem nazwanie w ten sposób pewnego stanu umysłów, pewnego rodzaju postpańszczyźnianej i postpeerelowskiej mentalności […] chytrego niewolnika” - tłumaczył. Nie nazwa jest ważna, ważny jest problem postkolonialnego społeczeństwa, a raczej jego dwa główne problemy: problem zepchniętych w cwaniactwo, oduczonych pojęcia dobra wspólnego mas i problem postkolonialnych elit, przyuczonych zwracać się przeciwko własnemu narodowi, w imię narzucania tubylcom cywilizacji importowanej z jakiejś metropolii leżącej czy to na wschodzie, czy na zachodzie, ale w każdym razie nie tu. Ale tego problemu nie można zauważyć, jeśli się swoich rodaków nie stara zrozumieć, tylko się po prostu nimi gardzi: że my tu, elita, już prawie ucywilizowani i prawie europejscy, a ciemna masa nie dociąga” (za www.rp.pl).

To właśnie świadomość owego „niedociągania mas” sprawia, że np. do 2015 r. nikt nie traktował obietnic wyborczych poważnie, że udało się wykopać w naszej ojczyźnie tak głęboki rów. I że od lat szerokim strumieniem płyną od Sorosa i jemu podobnych pieniądze, abyśmy „pozbyli się jak najszybciej polskiego łupieżu w kosmopolitycznej odwszalni” (W. Łysiak, „Dobry”).

 

Spiż na glinianych nogach

Nie brakowało w naszej historii ludzi - dziś ich pamięć odziana jest w spiż i chwalę! - którzy mieli ambiwalentny stosunek do Polski. Myślę tu m.in. o polskim nobliście Czesławie Miłoszu. Nikt mu nie odbiera poetyckiego kunsztu i poczesnego miejsca w panteonie najwybitniejszych poetów. Pisał o sobie jako o „Litwinie z krwi kości”. Polska była dlań „irytującym obszarem pomiędzy Niemcami i Rosją” („Prywatne obowiązki”). Pisał: „Jak długo starczy mi nonsensu Polski? […] gdyby mi dano sposób, wysadziłbym ten kraj w powietrze […] Polak musi być świnią, ponieważ się Polakiem urodził” („Rodzinna Europa”). Katolicyzm określał sformułowaniem: „narodowa ułuda” („Traktat teologiczny”), krucyfiks - próchnem. Otwarcie cenił tylko Gombrowicza. Recenzując wspominaną wyżej powieść „Trans-Atlantyk”, uważał, iż „zawiera ona podstawową rozprawę z Polską - zmorą i polskim ceremoniałem nacjonalistycznego karlenia” („Inne Abecadło”). „ W „Rodzinnej Europie” deklarował: „Przyrzekłem sobie, że nie zawrę nigdy przymierza z polskim katolicyzmem […], czyli nie poddam się małpom”. Znamienne, że te „małpy” po śmierci umieściły go w polskim panteonie w kościele na Skałce w Krakowie i tam składają mu hołdy. Bo „wielkim poetą był”.

Paradoks? A może dobra ilustracja stanu ducha polskich tzw. elit, które zatraciły poczucie czasu, historii, honoru, godności…

Polska nie musi wchodzić do Europy. Jest tam od tysiąca lat. „Polskość” i „europejskość” nie wykluczają się, a dopełniają. Św. Jan Paweł II w książce „Pamięć i tożsamość” pisał: „Patriotyzm to dziedzictwo duchowe, którym ojczyzna nas obdarza, dociera do nas przez ojca i matkę […] oznacza umiłowanie tego, co ojczyste: historii, tradycji, języka czy samego krajobrazu ojczystego”. Ludzie to czują, rozumieją. Deklaracje - w rodzaju wspomnianej na początku tego felietonu - już nawet nie zadziwiają, nie irytują. One śmieszą. Pokazują stan umysłu pewnych ludzi. Elity zawodziły nieraz w historii Polski. Za każdym jednak razem, gdy koniec wydawał się bliski, obwieszczenia „Finis Poloniae!” były przedwczesne. Zawsze okazywało się, że zdrowy duch narodu - owszem, mającego swoje odwieczne przywary, słabości, skłonnego do gromadzenia w sobie jadów, które później zatruwały jego tkankę; wydającego ze swojego łona bohaterów i zdrajców, mędrców i idiotów - nie dał się stłamsić, zdusić.

Tak się stanie i tym razem.

Ks. Paweł Siedlanowski

Powrót

Aktualności

Więcej artykułów z tej kategorii »

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

FOTOGALERIA

Kolędy pokoleń


W Szkole Podstawowej nr 2 w Siedlcach odbył się koncert „Kolędy pokoleń”. Była to już siódma edycja wydarzenia, w którym wystąpili: przedszkolaki i seniorzy, młodzież oraz dorośli. [fot. MK]

FOTOGALERIA

Orszak w Dubicy


„Bóg jest dla wszystkich!” Pod takim hasłem odbył się - już po raz czwarty - Orszak Trzech Króli w Dubicy. [fot. AWAW]

PATRONAT "ECHO"


Mojżesz
8 lutego, o 18.00 i 20.00, w Centrum Kultury i Sztuki w Siedlcach wystawiony zostanie spektakl „Mojżesz”.
więcej »
Kolędowanie nad Bugiem
27 stycznia - już po raz 17 - będzie można posłuchać we Włodawie kolęd i szczodrywek w wykonaniu zespołów śpiewaczych i kapel z Polski, Białorusi i Ukrainy.
więcej »
 

POLECAMY


O Maryi nigdy dosyć!
Niedostatecznie dotąd Ją sławiono, za mało wychwalano, czczono, kochano, zbyt mało Jej służono! Należy się Jej więcej chwały, czci, miłości i nabożeństwa! - pisze o Maryi św. Ludwik Maria Grignion de Montfort.
więcej »
Rozważanie Ewangelii
„Ewangelia i życie” to książka, która wprowadza w biblijny świat ks. Jana Zieji. Jest zaproszeniem do codziennego, bardzo intymnego spotkania ze Słowem i do wsłuchania się w niezwykłe świadectwo myślenia i życia Ewangelią.
więcej »
 

SONDA

 

Czego uczą nas bł. Męczennicy Podlascy?

że są wartości, których za wszelką cenę trzeba bronić, nawet za cenę życia

że wierność Bogu bardzo dużo kosztuje

zaufania mimo wszystko - z wiarą, że wyda ono błogosławione owoce

są wzorem odwagi - także, a może zwłaszcza, dla młodych ludzi

trudno powiedzieć - unici żyli w innych czasach, borykali się z innymi problemami



LITURGIA SŁOWA


Poniedziałek
Czytania:
2 Sm 5, 1-7. 10; Ps 89 (88), 20. 21-22. 25-26
Ewangelia:
Mk 3, 22-30

Czytania na dzień dzisiejszy - www.mateusz.pl

PROMOCJA

 

 
statystyka

NASI PARTNERZY

Copyright 2008 Echo Katolickie

Realizacja KREATOR