14 grudnia 2018 r. Imieniny obchodzą: Alfred, Izydor

Pogoda: Siedlce

Numer 50
13-19 grudnia 2018r.

menu

NEWS

Już za tydzień - z kolejnym numerem ECHA - kalendarz na 2019 r.!

STRONA GŁÓWNA



Archiwum jedynek
Pobierz pełne wydanie
Dodatek Echo Leśne

Rozmowy

 
 

Rozmowa ECHA

11 kwietnia 2018 r.

Rolnikowi należy się szacunek


fot. ARCHIWUM

Rozmowa z ks. kan. Stanisławem Chodźką, diecezjalnym duszpasterzem rolników diecezji siedleckiej

Tak naprawdę rolnik cały czas drży, obawiając się chorób, złej pogody itd. I choć zmienia się rząd, koniunktura, polityka, to o ludziach na wsi wciąż się zapomina. Oni nie mają poczucia bezpieczeństwa. Dlatego apeluję o szacunek dla rolników. Trzeba znaleźć się w ich sytuacji, by zrozumieć, co przeżywają. Wtedy można wyrazić swoją opinię, a nie szafować stereotypami i sloganami, jak często ma to miejsce. Problem z ASF polega na tym, że jest to choroba wysoce zaraźliwa. I choć hodowcy stosują zasady bioasekuracji, starają się, to, niestety, przegrywają z wirusem. Do tej pory wykryto 108 ognisk ASF, a co za tym idzie - w tylu gospodarstwach przeprowadzono utylizację. Dodatkowo profilaktycznie zlikwidowano kilkaset. Obecnie odstąpiono od takich praktyk, gdyż bioasekuracja wkroczyła na wyższy poziom. Poza tym blisko 3 tys. rolników w naszym regionie dobrowolnie zrezygnowało z hodowli świń. Ja to nazywam „dobrowolnie pod przymusem”, bo ci ludzie sami z siebie nie podjęliby takiej decyzji. „Pomogła” im perspektywa kar, którymi byli straszeni, groźby.

Jako duszpasterz rolników diecezji siedleckiej chcę napisać o krzywdach, które wycierpieli rolnicy z powodu afrykańskiego pomoru świń (ASF). Bolesne jest to, że mimo tzw. dobrej zmiany w naszej ojczyźnie, rolnik nie jest szanowany” - takimi słowami zaczyna Ksiądz pismo, które w ubiegłym tygodniu trafiło do mediów i różnych instytucji. Szerokim echem odbiło się też wystąpienie Księdza na senackiej komisji rolnictwa.

 

Na początku chcę zaznaczyć, że z rolnikami nie występujemy przeciwko obecnemu rządowi. Owszem, od dwóch lat zauważamy dobrą zmianę w Polsce, np. w gospodarce, finansach, polityce rodzinnej. Jednak nie we wszystkich dziedzinach życia społecznego tak się dzieje. Najbardziej boli nas chociażby schowanie do tzw. zamrażarki projektu ustawy antyaborcyjnej. Tymczasem bez Bożego błogosławieństwa nie będzie w Polsce dobrej zmiany. Druga sprawa, która leży mi na sercu jako diecezjalnemu duszpasterzowi rolników, to właśnie ich los. Kiedy trzy lata temu bp Kazimierz Gurda powierzył mi tę funkcję, nie spodziewałem się, iż będę musiał mierzyć się z tak trudnymi problemami.

 

Mówi się o Księdzu: właściwy człowiek na właściwym miejscu. Zresztą stał się Ksiądz nie tylko duszpasterzem rolników, ale ich rzecznikiem we wszystkich możliwych instytucjach. Także na szczeblu rządowym.

 

Tak jakoś wyszło. Ksiądz biskup, mianując mnie duszpasterzem rolników, uzasadnił to słowami, że i tak jestem już z nimi związany przez protesty.

 

Księdza udział w protestach w Zdanach w 2014 i 2015 r. też odbił się szerokim echem w mediach z uwagi na fakt, że stanął Ksiądz przed sądem.

 

Do obowiązków duszpasterza ludzi pracy, którym wówczas byłem, należała opieka nad protestującymi, czyli pomaganie im w każdy sposób. Nie byłem wówczas stroną w sporze, tylko wspierałem pikietujących. Uczestniczyłem w blokadzie, modliłem się razem z rolnikami, przywoziłem im herbatę, ofiarowałem drewno na ognisko, za zgodą biskupa odprawiłem w niedzielę Mszę św. polową. Natomiast zostałem ukarany za zaparkowanie samochodu przy linii ciągłej na odcinku jezdni wyłączonym z ruchu. Teraz jako duszpasterz rolników również staję z nimi w jednym szeregu, by wspierać ich w związku z walką z ASF. A jest to naprawdę poważna sprawa, gdyż nasz region znalazł się w samym oku cyklonu. Tymczasem, ku memu ogromnemu zdumieniu, rząd - mimo deklaracji że dba o każdego człowieka - nie wywiązuje się z tego. Dlatego postanowiliśmy, że pojedziemy do ministra rolnictwa i porozmawiamy z nim o sytuacji rolników. Takich wyjazdów było kilka. Spotkaliśmy się też z szefem resortu środowiska. Niestety, nie było chęci spełnienia słusznych postulatów, a hodowcy przeżywali gehennę.

 

Ludzie, których problem ASF bezpośrednio nie dotyczy, nie zdają sobie sprawy z powagi sytuacji. Jest ona naprawdę tak dramatyczna?

 

Rzeczywiście, mieszkańcy miast często mówią: „co tym rolnikom trzeba, mają ładne domy, nowoczesne ciągniki, unijne dopłaty”. Tymczasem to stereotypy. W rzeczywistości rolnik pracuje ponad swoje siły, nie ma urlopu, często choruje, a do sanatorium może pojechać dopiero na emeryturze. Poza tym to nie sztuka mieć ładny dom, gdyż trzeba mieć jeszcze pieniądze na ogrzanie go. Nie sztuka posiadać elegancki ciągnik, kupiony zresztą na kredyt, bo trzeba mieć jeszcze na paliwo. Wreszcie nie sztuką jest mieć w oborze kilka tysięcy świń, jeżeli nie można ich sprzedać.

 

Bądź przyjdzie ASF.

 

I wtedy dopiero człowiek zostanie na lodzie. Tak naprawdę rolnik cały czas drży, obawiając się chorób, złej pogody itd. I choć zmienia się rząd, koniunktura, polityka, to o ludziach na wsi wciąż się zapomina. Oni nie mają poczucia bezpieczeństwa. Dlatego apeluję o szacunek dla rolników. Trzeba znaleźć się w ich sytuacji, by zrozumieć, co przeżywają. Wtedy można wyrazić swoją opinię, a nie szafować stereotypami i sloganami, jak często ma to miejsce. Problem z ASF polega na tym, że jest to choroba wysoce zaraźliwa. I choć hodowcy stosują zasady bioasekuracji, starają się, to, niestety, przegrywają z wirusem. Do tej pory wykryto 108 ognisk ASF, a co za tym idzie - w tylu gospodarstwach przeprowadzono utylizację. Dodatkowo profilaktycznie zlikwidowano kilkaset. Obecnie odstąpiono od takich praktyk, gdyż bioasekuracja wkroczyła na wyższy poziom. Poza tym blisko 3 tys. rolników w naszym regionie dobrowolnie zrezygnowało z hodowli świń. Ja to nazywam „dobrowolnie pod przymusem”, bo ci ludzie sami z siebie nie podjęliby takiej decyzji. „Pomogła” im perspektywa kar, którymi byli straszeni, groźby.

 

Aż tak?

 

Niestety. Można by wiele o tym opowiadać.

 

Jakie jeszcze problemy dotykają rolników w związku z ASF?

 

Przed sprzedażą tuczniki są badane. Tymczasem zajmuje się tym tylko jeden instytut na całą Polskę. Teraz proszę sobie wyobrazić, że rolnik, przewidując, iż za tydzień sprzeda świnie, prosi służby weterynaryjne, by pobrały próbki krwi i wysłały do Puław. Jeśli badania się przeciągną, ze sprzedaży nic nie wyjdzie, gdyż zakład mięsny zaopatrzy się u kogoś innego, a hodowcy pozostaje zdanie się na łaskę i niełaskę właściciela przedsiębiorstwa, który w takiej sytuacji nieraz mówi: „Zamiast 5 zł mogę ci dać najwyżej 3,5 zł za kg”. I co ten rolnik ma zrobić?! Ci ludzie naprawdę są w dramatycznej sytuacji. W dodatku, jeżeli badania trwają dłużej, trzeba je powtarzać i świnie przerastają, a hodowca ponosi straty.

 

W dodatku państwo nałożyło na nich kolejne restrykcje związane z zasadami bioasekuracji.

 

Na szczęście są one powoli łagodzone, co jest efektem naszych rozmów z przedstawicielami ministerstwa rolnictwa, weterynarii, myśliwymi, związków zawodowych rolników, grup producenckich, izb rolniczych. Pertraktacje te toczyły się pod patronatem bp. K. Gurdy od września 2017 r. do lutego 2018 r. w siedleckiej kurii. Spotkania odbywały się w naprawdę dobrej atmosferze, dając nadzieję na pomyślne rozwiązanie problemu. Cieszyłem się, iż rząd jest tak otwarty na sprawy rolników. Pracownicy resortu, przede wszystkim wiceminister rolnictwa Jacek Bogucki, skrupulatnie wszystko notowali, hodowcy zgłaszali postulaty, podpisywano porozumienia…

 

Co w takim razie się stało, że trzeba było powołać komitet protestacyjny?

 

Obietnice pozostały wyłącznie na papierze. Dlaczego? Moim zdaniem jest jakieś lobby, któremu na tym zależy. Bo trzeba wiedzieć, że na ASF można zrobić świetny interes. Jak chociażby w przypadku zakładu mięsnego robiącego konserwy z mięsa pochodzącego z gospodarstw ze stref „kolorowych”, czyli objętych szczególnym nadzorem. Podobnie w przypadku laboratorium badającego krew zwierząt. By sprzedać 100 sztuk, trzeba od 29 losowo wybranych świń pobrać 29 próbek. Badanie jednej kosztuje 130 zł, więc ok. 4 tys. zł wyniesie sprawdzenie jednego stada na koszt państwa. Piękny interes! Warto też zwrócić uwagę na zasady bioasekuracji. Okazuje się, iż to wyłącznie rolnik jest zobowiązany do ich przestrzegania. Musi myć ręce, zmieniać buty i ubranie, odkażać ciągnik i narzędzia rolnicze. Natomiast weterynarz chodzi sobie od stada do stada i nie zmienia butów, przynajmniej o tym nie słyszałem. W dodatku nosi w tej samej teczce próbki z kilku gospodarstw, co może doprowadzić do fatalnej pomyłki. Mieliśmy taki przypadek, w którym podejrzewamy, iż przez to zutylizowano zdrowe świnie. Na szczęście rolnik otrzymał odszkodowanie za stado. Nie słyszałem też, by zasady bioasekuracji stosowali myśliwi polujący na zarażone dziki, gdyż to one głównie roznoszą ASF. Zresztą eliminacja dzików idzie bardzo opornie.

 

Kto był inicjatorem powstania komitetu?

 

Formalnie powstał on 19 marca, ale rolnicy nosili się z tym już od dłuższego czasu. Wzburzenie potęgowała niechęć służb do wypłacania odszkodowań, które otrzymało zaledwie 20% gospodarstw. Nikogo nie obchodziło, że straty hodowców zaczęły sięgać wielu tysięcy złotych. Emocje narastały. Jako duszpasterz próbowałem je studzić. Zachęcałem do rozmów w kurii, dyskusji. Apelowałem o rozsądek, próbę porozumienia. Czarę goryczy przelało spotkanie w Jabłoniu na początku marca. W leżącej nieopodal miejscowości Gęś, w gospodarstwie niemal wzorcowym, zutylizowano 600 gotowych do sprzedania świń. Straty, jakie poniósł rolnik, były olbrzymie. W dodatku przez dwa miesiące nie wypłacano mu odszkodowania. Wywołało to ogólne oburzenie i zastanawiano się, co zrobić. Mnie również zaproszono na to spotkanie i właśnie wtedy uświadomiłem sobie, że nie mogę stać na uboczu, ale muszę im jeszcze bardziej pomóc, np. szukając godziwych form protestu. I tak rzuciłem hasło o założeniu komitetu. Mam pełną aprobatę księdza biskupa, który popiera rolników, ale też wzywa do umiaru. Pierwsze spotkanie miało miejsce 19 marca u mnie, w parafii w Zbuczynie. Tak się złożyło, że była to uroczystość św. Józefa. Towarzyszył nam ks. kan. Jan Spólny z Gończyc, który podpowiedział, że wszystko trzeba zawierzyć patronowi ludzi pracy. Odmówiliśmy litanię i emocje opadły. Zaczęliśmy spokojnie rozmawiać. Powstał wtedy pomysł, iż trzeba zebrać od rolników relacje. Dlatego apeluję, by hodowcy nie bali się i nie krępowali, tylko opisali swoją trudną sytuację, w której znaleźli się przez ASF.

 

Ma to być zapowiadana „księga cierpień i krzywd rolników”? Do czego jest ona potrzebna?

 

Świadectwo doznanych krzywd jest bardzo ważne. Księga będzie potrzebna podczas różnych pertraktacji dotyczących rozwiązania problemu ASF, m.in. uświadamiając urzędnikom, jak wielkie straty ponieśli hodowcy. I to nie tylko materialne, ale i emocjonalne. Szczególnie zapadła mi w pamięć jedna sytuacja, kiedy pojechałem do wsi Wysokie koło Międzyrzeca Podlaskiego, gdzie wybijano stado. To był straszny widok: maciora już nie żyła, a jej brzuch aż „chodził”, gdyż z powodu odcięcia tlenu dusiły się w nim prosiaki. Z kolei obok leżała inna świnia, którą ssały młode. Właściciel gospodarstwa stał i płakał, krzycząc, iż popełni samobójstwo. Zadzwoniłem później do powiatowego lekarza weterynarii, prosząc, by nie wystawiać rolników na taką próbę i utylizację przeprowadzać poza gospodarstwem. Usłyszałem, że takie są przepisy i nic się z tym nie da robić. Podczas tych wszystkich spotkań, jak chociażby w Maniach, Grabianowie, Białej Podlaskiej, Leśnej Podlaskiej, widziałem w oczach tych ludzi strach o przyszłość i łzy. I muszę przyznać, że widok dorosłych mężczyzn płaczących z powodu krzywdy, jakiej doznali, jest po prostu wstrząsający. Gdy później mówię o tym na spotkaniu np. w ministerstwie, to mi nie wierzą. Niestety, ale to prawda. Hodowcy opowiadają rzeczy, po usłyszeniu których włosy się jeżą na głowie. Czekamy na ich historie. Można je wysłać e-mailem lub w formie papierowej na adres parafii w Zbuczynie.

 

Jakie są główne postulaty komitetu?

 

Przede wszystkim wypłata odszkodowań. Nie można zostawiać ludzi bez środków do życia. Nie planujemy jednak wychodzenia na ulicę. To „ostateczna ostateczność”. Ale mamy wiele pomysłów na skuteczne protesty bez narażania ludzi na represje.

 

4 kwietnia rolnicy z Lubelszczyzny, Podlasia i Mazowsza spotkali się w Warszawie z ministrem Krzysztofem Jurgielem. Czy zapadły jakieś konkretne decyzje?

 

Można powiedzieć, że ministerstwo wreszcie pękło. Myślę, że to rezultat zgodnego chóru całej ściany wschodniej. Ufam, że i naszych ostatnich działań, m.in. wspomnianego pisma, które rozesłaliśmy do kogo tylko się dało. Poza tym okazało się, że rolnik z Gęsi dostał odszkodowanie. W dodatku minister Jurgiel nie tylko zapowiedział utworzenie w Siedlcach i Zduńskiej Woli laboratoriów badających próbki krwi, ale przyznał, iż są pieniądze na rekompensaty dla wszystkich, którym zutylizowano stado. Jednak zmiana przepisów wymaga czasu. W tej sytuacji minister zadeklarował znalezienie rozwiązania, na mocy którego mogłoby to nastąpić niemal od ręki. „Cud św. Józefa” - pomyślałem, gdy to usłyszałem. Poprosiliśmy o gwarancję na piśmie. Ma to nastąpić podczas kolejnego spotkania w piątek 13 kwietnia, o 9.00. Trzymamy ministra za słowo. Jest światełko w tunelu.

 

Dziękuję za rozmowę.

Jolanta Krasnowska

Powrót

STRONA GŁÓWNA



Archiwum jedynek
Pobierz pełne wydanie
Dodatek Echo Leśne

Aktualności

Więcej artykułów z tej kategorii »

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

FOTOGALERIA

Zakończenie jubileuszu


W uroczystość Niepokalanego Poczęcia NMP nastąpiło oficjalne zakończenie obchodów jubileuszowych 200-lecia diecezji siedleckiej. Punktem kulminacyjnym była Eucharystia sprawowana pod przewodnictwem bp. Kazimierza Gurdy. Po Mszy św. obaj biskupi wręczali delegacjom poszczególnych parafii statuty II Synodu Diecezji Siedleckiej. Prawo zawarte w tych dokumentach wejdzie w życie 1 stycznia 2019 r. W czasie liturgii odczytano także dekret papieża Franciszka, który w roku jubileuszowym odznaczył godnością kapelana Jego Świętobliwości kilku księży naszej diecezji. Tego samego dnia wieczorem w katedrze odbył się uroczysty koncert zamykający jubileusz. [fot. K. Skorupski/Podlasie24.pl]

FOTOGALERIA

Znamy laureatów


Mirosław Roguski, Mieczysław Zawadzki, Mieczysław Gaja, Małgorzata i Waldemar Gujscy - to tegoroczni laureaci nagrody im. Ludomira Benedyktowicza. Nagrody przyznawane są za szczególne osiągnięcia w trzech dziedzinach: szeroko pojęta działalność artystyczna; twórczość i dorobek literacki, naukowy i publicystyczny; działalność patriotyczno-społeczno-humanitarna. [fot. W. Bobryk]

PATRONAT "ECHO"


Rok o. Pio
Dwa okrągłe jubileusze: 100 lat od otrzymania stygmatów i 50 lat od przejścia do domu Ojca - ten rok z pewnością będzie należał do św. o. Pio.
więcej »
Rekolekcje w sieci
„Kościół jest dobry” - czyli nic co Boskie nie jest im obce” to tytuł tegorocznych rekolekcji adwentowych przygotowanych przez www.profeto.pl.
więcej »
Chatka z piernika
Do 14 grudnia Gminny Ośrodek Kultury w Suchożebrach przyjmuje zgłoszenia do konkursu pt. Chatka z piernika w bożonarodzeniowej szacie.
więcej »
Grają i pomagają
W grudniu rusza trasa koncertowa Betlejem w Polsce 2018/2019. Więcej szczegółów na stronie www.betlejemwpolsce.pl.
więcej »
 

POLECAMY


To ty, szare Podlasie, rodzona ma kraino
Świętując jubileusz odzyskania przez Polskę niepodległości, warto skupić uwagę na tym, co działo się sto lat temu w miejscu, gdzie dzisiaj żyjemy. Książka „Tak rodziła się Niepodległość. Południowe Podlasie 1918” odsłania przed czytelnikiem panoramę wydarzeń sprzed wieku.
więcej »
Myśl właściwie
Abp Fulton J. Sheen - to jeden z najbardziej charyzmatycznych duchownych w historii amerykańskiego Kościoła. Płomienny mówca, wybitny kaznodzieja i wielka osobowość telewizyjna.
więcej »
Cuda wciąż się zdarzają
Cuda miały miejsce nie tylko w pierwszych wiekach Kościoła. Mają miejsce także dzisiaj i są potwierdzeniem prawdy Ewangelii - przekonywał o. Dolindo, któremu sam Jezus podyktował słowa jednej z najskuteczniejszych modlitw.
więcej »
Spragnieni Boga i niepodległości
Muzyczna uczta z okazji jubileuszu 200-lecia diecezji siedleckiej i 100 rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę.
więcej »
 

SONDA

 

Czy czas Adwentu jest nam potrzebny?

tak, to czas na refleksję w zabieganym świecie

nie, Adwent nic nie zmienia

najważniejsza jest chęć odmienienia życia w oczekiwaniu na Boże Narodzenie

to okazja do stanięcia w prawdzie wobec Boga i samego siebie, a przez to do nawrócenia



LITURGIA SŁOWA


Piątek
Czytania:
;
Ewangelia:


Czytania na dzień dzisiejszy - www.mateusz.pl

PROMOCJA

 

 
statystyka

NASI PARTNERZY

Copyright 2008 Echo Katolickie

Realizacja KREATOR