18 grudnia 2017 r. Imieniny obchodzą: Laura, Bogusław, Gracjan

Pogoda: Siedlce

Numer 50
14-20 grudnia 2017r.

menu

NEWS

Zachęcamy do lektury!

STRONA GŁÓWNA



Archiwum jedynek
Pobierz pełne wydanie

Rozmowy

 
 

Rozmowa Echa

18 października 2017 r.

Zawsze stoję po stronie rolnika


fot. ARCHIWUM

Rozmowa z ks. kan. Stanisławem Chodźką, duszpasterzem rolników diecezji siedleckiej.

Po wizycie u ministra Jurgiela doszliśmy z rolnikami i związkami zawodowymi do wniosku, że dobrze byłoby zorganizować tzw. okrągły stół i pod parasolem biskupa siedleckiego Kazimierza Gurdy umożliwić dialog oraz zmotywować wszystkie strony do jeszcze większego wsparcia hodowców. Było to udane spotkanie. Wzięło w nim udział ok. 40 osób. Nie zapadły wprawdzie rewolucyjne decyzje, ale staraliśmy się przekazać, iż w walce z ASF konieczne jest zjednoczenie sił. Po tym spotkaniu miałem kilkanaście telefonów i maili z różnymi pomysłami dotyczącymi rozwiązania problemu ASF. Nie jestem w tej sprawie specem, stroną i sędzią, ale staram się być nauczycielem, który chce uczyć życzliwości, solidarności, zgody.

Właściwie nie ma tygodnia, by nie informowano o wykryciu kolejnych ognisk wirusa afrykańskiego pomoru świń. Słyszymy, że wielu rolników już straciło dorobek życia, a na rekompensaty muszą czekać nawet do kilku miesięcy, że czują się zostawieni sami sobie. Jest naprawdę aż tak źle?

Jest dramat. Oczywiście inaczej wygląda to z perspektywy rządu, związków zawodowych, partii rolniczych, a inaczej z punktu widzenia rolników. Wielu z nich ma kredyty i jeżeli nie będą mogli hodować trzody chlewnej, nie będą w stanie spłacić zobowiązań. Z kolei przestawienie się na inny rodzaj produkcji wymaga kolejnych nakładów finansowych.

 

Jednym słowem błędne koło.

Niestety tak. W dodatku rekompensaty nie są wypłacane regularnie. Wielu musi czekać na nie naprawdę długie miesiące, przez co nie mają za co żyć. Są jednak i tacy, którym odszkodowań odmówiono, obwiniając rolnika, że sam doprowadził do tego, iż wirus zagnieździł się w jego gospodarstwie.

 

Rzeczywiście słychać głosy, że to rolnicy nieprzestrzegający zasad bioasekuracji winni są rozprzestrzeniania się ASF.

Fachowcy, których znam, twierdzą, że przyczyną roznoszenia ASF w 80% są dziki, a w 20% człowiek, który często nie ma potrzebnej wiedzy w tym zakresie. Robi to zatem nieumyślnie. Jednak były też przypadki świadomego rozprzestrzeniania wirusa, np. ktoś z północy Polski przywiózł na nasz teren zarażone prosiaki. Kupił je tanio, bo i tak byłyby zutylizowane, a następnie dla zysku sprzedawał w okolicach Łosic, nie przejmując się, że ktoś inny będzie musiał ponieść dramatyczne konsekwencje.

 

Powiedział Ksiądz, że rolnicy często nie mają świadomości zagrożenia, ale przecież uczestniczą w szkoleniach, dostają różne ulotki.

Problem w tym, iż prowadzący takie spotkania nie zawsze mówią jasno i zrozumiale. Bywa i tak, że szkolenia ograniczają się do rozdania ulotek, które zwykle liczą kilkadziesiąt stron i są napisane zawiłym językiem. Z tego powodu powstają różne mity, np. niektórzy uważają, iż nie ma żadnej choroby, że to wszystko, by zniszczyć rolnika. Inni są zdania, iż skoro nie jest ona groźna dla człowieka, to nie stanowi żadnego zagrożenia. Tymczasem ASF naprawdę istnieje i czyni wielkie szkody. Przenosi się niezauważalnie jak grypa. Czasami nawet przy najlepszej bioasekuracji można sprawić, że wirus się rozniesie. Zresztą przepisy w tej materii też pozostawiają wiele do życzenia. Warto przy tym pamiętać, że każde gospodarstwo jest inne. Te duże, gdzie rolnicy dysponują większymi środkami, mogą sobie pozwolić nawet na zupełną izolację od zewnętrznego świata. Natomiast mniejszym hodowcom jest trudniej. Gęsta zabudowa i obecność innej zwierzyny sprawiają, że gospodarstwa te są bardziej narażone na możliwość wystąpienia ASF. Przecież nie da się wybić w całej wsi psów czy kotów, które mogą np. pójść do lasu, gdzie spotkają nieżywego dzika zarażonego wirusem. Poza tym cały ciężar bioasekuracji jest przeniesiony na rolnika, który musi kupować wszystkie płyny do dezynfekcji, maty. Pytałem jednego z nich, ile to kosztuje. Odpowiedział, że nawet 100 zł dziennie. Trzeba zatem wydać ok. 3 tys. miesięcznie. Tylko skąd ten rolnik ma je wziąć, kiedy jego dochody kształtują się na minimalnym poziomie? Moim zdaniem najważniejszą rzeczą jest pozbycie się dzików, które są głównymi sprawcami przenoszenia wirusa.

 

Dlaczego tak opornie podchodzi się do odstrzału tych zwierząt?

Monopol na zabijanie dzikiej zwierzyny ma Polski Związek Łowiecki. Jednak fizycznie nie jest on w stanie wywiązać się z tych zobowiązań, bo przez ostanie lata dzików namnożyło się bardzo dużo. Do tego dochodzi brak zrozumienia potrzeb rolnika. Słyszałem, jak np. łowczy obwiniali hodowców, zarzucając im, iż sami przyczyniają się do powiększenia populacji zwierząt przez ogólnie dostępne uprawy kukurydzy będące doskonałym siedliskiem dla dzików. Jest wprawdzie rozporządzenie rządu, by do końca listopada je wybić, ale to bardzo trudne. Teraz, gdy trwają kukurydziane żniwa, zwierzęta te przeniosły się do lasu. Tymczasem wytropienie dzika w lesie jest prawie niemożliwe. Kolejna rzecz - myśliwi traktują swoje zajęcie najczęściej jako hobby. W związku z tym nie ma woli zabijania zwierząt. Wśród łowczych i myśliwych jest wielu ludzi starszych, emerytów, którzy do lasu wchodzą np. wyłącznie podczas hubertusa, a w rzeczywistości nie potrafią nawet strzelać. Ponadto zmienić prawo łowieckie jest niezwykle trudno. Rolnik nie ma nic do powiedzenia w sprawie występującej na jego ziemi dzikiej zwierzyny, która wyżera kukurydzę czy ziemniaki, a on nic nie może zrobić. Doszło do tego, że PZŁ jest sędzią we własnych sprawach i to on wycenia szkody, za które musi zapłacić. Zatem w jego interesie jest to, by oszacować je jak najniżej. To państwo w państwie. Pojawiła się jednak nadzieja, iż wkrótce to się zmieni, ponieważ wpadliśmy na pomysł, by utworzyć na terenie naszej diecezji katolicki związek łowiecki. Na razie badamy możliwości prawne. Wiem też, że w najbliższym czasie zostanie podjęta inicjatywa ustawodawcza przez kilkunastu posłów PiS, którzy chcą zmienić prawo łowieckie. Warto również podkreślić, iż obowiązująca procedura dzików jest niezwykle skomplikowana, dlatego koniecznie trzeba ją uprościć.

 

Rozmawiamy o procedurach prawnych, rozporządzeniach itd. Tymczasem za każdą decyzją o utylizacji stada stoi konkretny człowiek i jego dramat.

To prawda. Byłem przy kilku sytuacjach bardzo trudnych, np. w gospodarstwie, gdzie wybijano świnie. Robiono to na oczach rolnika, któremu łzy ciekły ciurkiem, gdy patrzył, jak służby weterynaryjne dają śmiertelny zastrzyk jego zwierzętom. Czy trzeba to robić w ten sposób? Dlaczego nie można wywieźć trzody chlewnej poza gospodarstwo, by hodowca nie musiał patrzeć na to wszystko? Służby weterynaryjne twierdzą, że takie są procedury. Może to też warto zmienić?

Jako duszpasterz rolników uczestniczę w spotkaniach z gospodarzami, których trzeba podtrzymać na duchu, a jednocześnie starać się powstrzymać emocje, bo, niestety, przyjeżdżają do nas różni wichrzyciele namawiający hodowców do wychodzenia na ulice, robienia burd.

 

Kto to jest?

Trudno powiedzieć, ale w okolicach Międzyrzeca zjawili się np. jacyś działacze z Podkarpacia. Mówili o zdrowej żywności, a jeden nawet o diabłach. Kiedy zwróciłem mu uwagę, usłyszałem, iż jestem zdrajcą. To ludzie, którzy na dramatach naszych rolników chcą ubić interes. Do tego dochodzi jeszcze polityka, bo wiadomo, iż przeciwnikom obecnego rządu zależy na sianiu zamętu, podburzaniu. Robią to w nadziei, że wygrają kolejne wybory samorządowe. Nie myślą o rolnikach, traktując ich jedynie jako narzędzie do osiągnięcia własnych celów. Tam, gdzie jestem, staram się obnażać te niecne zamiary, przez co narażam się niektórym.

 

No właśnie, często Ksiądz, mówiąc kolokwialnie, dostaje po głowie?

Zdarza się. Jedni zarzucają mi, że krytykując sfery rządowe, pomagam opozycji. Jednak mam na uwadze wyłącznie dobro rolników. Jeśli widzę opieszałość czy nieudolność władz, to muszę o tym powiedzieć. Nie mogę chować głowy w piasek. Poza tym zawsze staram się, by krytyka była konstruktywna i apeluję o przestrzeganie prawa, chociaż mogę się z nim nie zgadzać. Z całą mocą chcę podkreślić, że obojętnie, czy rządzi lewica, czy prawica, zawsze jestem po stronie rolnika.

 

Zdarza się, że hodowcy dzwonią do Księdza, proszą o rozmowę, wsparcie?

Tak, szczególnie nasiliło się to po spotkaniu, jakie kilka tygodni temu odbyło się w kurii siedleckiej. Po wizycie u ministra Jurgiela doszliśmy z rolnikami i związkami zawodowymi do wniosku, że dobrze byłoby zorganizować tzw. okrągły stół i pod parasolem biskupa siedleckiego Kazimierza Gurdy umożliwić dialog oraz zmotywować wszystkie strony do jeszcze większego wsparcia hodowców. Było to udane spotkanie. Wzięło w nim udział ok. 40 osób. Nie zapadły wprawdzie rewolucyjne decyzje, ale staraliśmy się przekazać, iż w walce z ASF konieczne jest zjednoczenie sił. Po tym spotkaniu miałem kilkanaście telefonów i maili z różnymi pomysłami dotyczącymi rozwiązania problemu ASF. Nie jestem w tej sprawie specem, stroną i sędzią, ale staram się być nauczycielem, który chce uczyć życzliwości, solidarności, zgody. Nie mogę stać z boku, być tylko księdzem od ceremonii i kropidła, ale chcę pomagać. Tak widzę swoją rolę. Poza tym wywodzę się z rolniczej rodziny i wiem, jak trudna jest praca na roli. Rolnictwo to strategiczna dziedzina gospodarki, ważna dla całego narodu, więc powinna być chroniona, co staram się uświadamiać i do czego nawołuję.

 

Dziękuję za rozmowę.

MD

Powrót

Aktualności

Więcej artykułów z tej kategorii »

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

FOTOGALERIA

Pamięci marszałka


W Siedlcach uroczyście odsłonięto płaskorzeźbę upamiętniającą Józefa Piłsudskiego. Tablica pamiątkowa - ufundowana w 150 rocznicę urodzin marszałka - została umieszczona we wnęce zabytkowego budynku znajdującego się obok Galerii Siedlce. Nad całością przedsięwzięcia czuwał powołany przez Wschodnią Izbę Gospodarczą społeczny komitet. Uroczystościom towarzyszyła konferencja poświęcona wodzowi. W programie spotkania była także część artystyczna. [fot. M. Król]

FOTOGALERIA

Jarmark bożonarodzeniowy


15 i 16 grudnia na pl. Wolności w Białej Podlaskiej zorganizowano Jarmark Bożonarodzeniowy. Wystawcy oferowali ozdoby, tradycyjne pieczywo, sery i wędliny. Impreza była połączona ze spotkaniem opłatkowym dla mieszkańców miasta. [fot. AWAW]

PATRONAT "ECHO"


Mojżesz
8 lutego, o 18.00 i 20.00, w Centrum Kultury i Sztuki w Siedlcach wystawiony zostanie spektakl „Mojżesz”.
więcej »
Gwiazdkowych pomysłów czar
Miejsko-Gminny Ośrodek Kultury w Mordach zaprasza do udziału w konkursie plastycznym.
więcej »
 

POLECAMY


Adwentowe rekolekcje
Zachęcamy do słuchania międzynarodowych rekolekcji internetowych na Adwent ph. „Misericordia et misera - Miłosierdzie i nieszczęśliwa”.
więcej »
Dzieje diecezji w pigułce
Wielkimi krokami zbliża się 200 rocznica powstania diecezji siedleckiej. Na ostatnią prostą wchodzą prace diecezjalnego synodu. Parafie i instytucje diecezjalne proponują szereg inicjatyw, które mogą nam pomóc w głębszym przeżyciu jubileuszu. Albowiem jubileusz - to czas szczególny, to świętowanie i radość, ale też okazja, by lepiej poznać swoją historię i tożsamość.
więcej »
O Maryi nigdy dosyć!
Niedostatecznie dotąd Ją sławiono, za mało wychwalano, czczono, kochano, zbyt mało Jej służono! Należy się Jej więcej chwały, czci, miłości i nabożeństwa! - pisze o Maryi św. Ludwik Maria Grignion de Montfort.
więcej »
 

SONDA

 

Czy czas Adwentu jest nam potrzebny?

tak, to czas na refleksję w zabieganym świecie

nie, Adwent nic nie zmienia

najważniejsza jest chęć odmienienia życia w oczekiwaniu na Boże Narodzenie

to okazja do stanięcia w prawdzie wobec Boga i samego siebie, a przez to do nawrócenia



LITURGIA SŁOWA


Poniedziałek
Czytania:
Lb 24,2-7.15-17a; Ps 25,4-9
Ewangelia:
Mt 21,23-27

Czytania na dzień dzisiejszy - www.mateusz.pl

PROMOCJA

 

 
statystyka

NASI PARTNERZY

Copyright 2008 Echo Katolickie

Realizacja KREATOR